Tag Archives: bez mleka

Czekoladowy blok z tapioką i owocami

Prosty, mało składnikowy, efektowny i fajowy w smaku! Te cztery określenia przychodzą mi na myśl, gdy mam napisać coś o moim najnowszym autorskim pomyśle na coś słodkiego. To taki przepis, którym możecie zaskoczyć gości. Robi intrygujące wrażenie, nawet bez żadnych dekoracji, najzwyczajniej w świecie broni się sam 🙂

Składniki:

60 g (1/3 szklanki) drobnych perełek tapioki

500 ml gęstego mleka kokosowego najlepiej własnej produkcji lub z kartonu

(raczej mniej tłuste, spokojnie wystarczy 17%)

100 g wegańskiej czekolady deserowej lub gorzkiej

 250 g świeżych owoców (borówki i maliny)

Sposób przygotowania:

Tapiokę w rondelku zalewamy mlekiem i odstawiamy na godzinę. Następnie doprowadzamy ją na gazie do wrzenia i zmniejszamy ogień. Gotujemy około 15 minut, często mieszając. Perełki są gotowe, gdy nie wyczuwamy już mącznego posmaku, są one miękkie i sprężyste. Wsypujemy wtedy połamaną na kawałki czekoladę i mieszamy aż do jej rozpuszczenia. Zostawiamy masę  w rondelku pod pokrywką  do całkowitego wychłodzenia (długość tego czasu jest zależna od temperatury otoczenia – u mnie latem trwało to 2 godziny). Od czasu do czasu należy masę przemieszać i ponownie przykryć. Zimną tapiokę łączymy delikatnie z owocami i wlewamy do szklanej formy keksowej wyłożonej folią spożywczą. Wyrównujemy powierzchnię i chłodzimy w lodówce do zestalenia – ja po prostu zostawiłam w niej blok na noc, ale myślę, że wcale nie trzeba czekać, aż tak długo. Szykujemy np. tacę lub jakiś półmisek, na który delikatnie do góry nogami przekładamy razem z folią blok, folię zdejmujemy, możemy wykonać jakąś dekorację do podania. 

 

Polecam podwojenie proporcji,

gdyż gotowy blok sięga wysokością do około połowy keksówki.

 

 

Przepis autorski

 

Kremowa zupa kurkowa z kaszą jaglaną, kozieradką i natką

Lubicie kurki? Ja uwielbiam! Z reguły lądują u mnie na talerzu w formie jajecznicy z cebulką, ale tym razem postanowiłam spróbować innej formy i wykombinowałam zupę. Wyszło naprawdę fajnie, więc polecam 🙂

Składniki:

200 – 250 g kurek

 2  średnie cebule

3 łyżki oliwy ( w wersji niewegańskiej można dać mocno czubatą łyżkę masła)

drobna sól

zmielony pieprz, najlepiej zielony

zmielona kozieradka

ew. papryka wędzona

woda

1/3 szklanki kaszy jaglanej

natka lub pestki dyni (można podprazyć)

 Sposób przygotowania:

Wstawić kaszę i ugotować ją na sypko w 2/3 szklanki wody. Kurki oczyścić i umyć. Cebulę pokroić. Rozgrzać oliwę i zesmażyć na niej grzyby i cebulę. Przełożyć smażonkę do garnka i zalać wodą – dałam jej objętościowo mniej więcej 2 razy tyle, co smażonki, ale ilość wody można swobodnie regulować w zależności od tego, jak gęstą zupę lubicie. Doprowadzić do zagotowania, wyłączyć i zblendować. Posolić dość mocno i przyprawić pieprzem i kozieradką, można też wsypać trochę wędzonej papryki do smaku. Dodać kaszę i posiekaną natkę. Dobrze będą się również komponować z zupą zamiast natki pestki dyni.

Porcja dla 2 osób.

Przepis własny.

  

Pasta z bobu

 

Składniki:

1 szklanka ugotowanego i obranego bobu

3 – 5 łyżek oliwy

4 łyżki listków świeżej mięty

2 łyżki posiekanego koperku

1 łyżka soku z cytryny

1 ząbek czosnku

drobna sól 

zmielony pieprz

 

Sposób przygotowania:

Wszystkie składniki zblendować na pastę. Doprawić do smaku solą i pieprzem. Ewentualnie uregulowac konsytsencję pasty porcją wody. Przechowywać w lodówce.

 

 

 źródło przepisu:  Jadłonomia

 

Śliwki w czekoladzie

Uwielbiam to chrupnięcie łamiącej się grubej warstwy czekolady na śliwce. Perfekcjonizm w prostocie: tylko owoc i czekolada. Żeby było idealnie musi być dobry owoc – najlepiej eko, soczysty, średniej wielkości, taki na jeden kęs. No i dobra czekolada – wegańska, bezglutenowa, słodka lub mniej,  jaką możecie i lubicie, byle naprawdę mocno kakaowa. A dalej to już prosto, czarujemy „coś z niczego” i zachwycamy siebie lub gości 😀

Składniki:

100 g  suszonych, niesiarkowanych śliwek bez pestek

100 g czekolady deserowej lub gorzkiej

Sposób przygotowania:

Czekoladę łamiemy na mniejsze kawałki i topimy w kąpieli wodnej. Szykujemy duży talerz lub tackę oraz kawałek papieru do wypieków na niego, mniej więcej wielkości A4. Owoce pojedyńczo wrzucamy do czekolady, obracając je widelczykiem tak, aby czekolada dotarła do każdego miejsca śliwki, nastepnie delikatnie wyjmujemy na papier. Po przygotowaniu w ten sposób wszystkich owoców, przenosimy talerz na 10 minut do zamrażarki. Śliwki ostrożnie odklejamy od papieru i układamy na małym talerzyku lub w papilotkach do mini muffinek. Przechowujemy w chłodzie.

 

Pasta pomidorowa z tofu

 

 Składniki:

150 – 200 g naturalnego, ekologicznego tofu

2 białe cebule

1 łyżka oliwy

1 czubata łyżka przecieru lub koncentratu pomidorowego

1 duży ząbek czosnku

drobna sól

zmielony, czarny pieprz

natka pietruszki do dekoracji

 

Sposób przygotowania:

Cebule obrać i pokroić w grubą kostkę, podsmażyć na oliwie, razem z czosnkiem przeciśniętym przez praskę. Dodać rozdrobnione tofu i smażyć kolejne 5 minut. Na końcu dołożyć przecier i jeszcze kilka minut dusić wszytsko łącznie dla przegryzienia smaków. Wystudzić, a nastepnie zblendować na pastę, doprawiając solą i pieprzem.

 

Przepis pochodzi z książki Bożeny Żak – Cyran  „Odnowa na talerzu”.

 

Ciasto na owocach

Przedstawiam efekt moich poszukiwań na ciasto bez, bez, bez, a nawet 4 x bez, bo oprócz pominięcia w składzie glutenu, mleka i jajka, a za to dzięki naturalnej słodyczy owoców, udało mi się nie dodać do niego ani grama żadnego słodzidła. Jestem dumna! I zadowolona 😀 Do tego ciasto jest proste i sycące, choć wciąż zawiera sporo naturalnego cukru, z którym również nie należy przesadzać, ale myślę że jeden kawałek na deser nie powinien nikomu chyba zaszkodzić …

IMG_0396

Składniki:

200 g daktyli bez pestek

300 g – 2 średnie słodkie jabłka

1 średni, dojrzały banan

200 g orzechowego lub korzennego, domowego miksu bezglutenowej mąki

(u mnie: gryczana 100 g, kasztanowa 50 g, teff 50 g, ew. sorgo, żołędziowa, z topinamburu)

250 ml wody

125 g oleju kokosowego (lub w wersji niewegańskiej masła klarowanego)

1 łyżeczka  ekstraktu waniliowego

1 łyżeczka  domowej przyprawy piernikowej  (można pominąć)

1 czubata łyżeczka sody oczyszczonej

50 g łuskanych i rozdrobnionych orzechów włoskich

50 g rodzynek

Sposób przygotowania:

Tłuszcz wyjąć wcześniej z chłodnego miejsca, aby ogrzał się do temperatury pokojowej i był miękki (ewentualnie można go roztopić, a następnie ostudzić). Daktyle pokroić na male kawałki (dzielę na 6 części), przełożyć do wyższego rondelka, zalać wodą i zagotować. Dodać sodę – ostrożnie, bo będzie się pienić (dlatego właśnie przyda się ten wyższy garnuszek), wymieszać wszystko i odstawić do wystygnięcia. Spód tortowej formy o średnicy ok. 24 cm, wyłożyć papierem do pieczenia, boki natłuścić i oprószyć bezglutenową mąką. W misce zblendować obranego banana z ekstraktem i tłuszczem. Dodać zawartość rondelka z daktylami (razem z płynem) oraz starte jabłka i bakalie. Wsypać do składników mąkę, połączoną z przyprawa piernikową. Wszystko dokładnie wymieszać łyżką. Ciasto przełożyć do formy i piec mniej więcej 50 minut w temperaturze 170ºC, do tzw. suchego patyczka. Ciasto wyjąć z piekarnika i dobrze wystudzić przed przełożeniem na talerz.
 
IMG_0401
 

inspirowane przepisem na ciasto daktylowe ze strony Lisia Kawiarenka

Pasta brokułowa z jajkiem i czarnuszką

Z pałętającego się biednie po lodówce brokuła, który pozostał nieskonsumowany do końca przy obiedzie, ukręciłam spontanicznie banalnie prostą pastę do chleba. Składniki zwykłe, czary czyni dodatek. Czarnuszka zmieniła tę pastę w coś intrygującego, a fioletowe kiełki jarmużu przyciągnęły od razu chętnych smakoszy – dobrze, że zdążyłam zrobić zdjęcie ! À propos 😀 Czy wiecie, że blogerzy kulinarni muszą czasem w różnych dziwnych miejscach domu ukrywać swoje potrawy przed pozostałymi mieszkańcami, bo zdarza się niespodziewana konsumpcja dania przez nikomu nie znanego ktosia, a żal blogera za nieuwiecznionym dziełem albo doprowadza go do wściekłości albo rozdziera mu potem duszę … tak, tak… śmiejcie się …

Składniki:

mała miseczka ugotowanych na miękko różyczek brokuła (o poj. około 250 ml)

1 jajko ugotowane na twardo

1 czubata łyżka majonezu

1 płaska łyżeczka czarnuszki

drobna sól

pieprz czarny mielony

polecany dodatek:  kiełki jarmużu

Sposób przygotowania:

Rozetrzeć widelcem różyczki brokuła wraz z majonezem. Jajko obrać, pokroić w drobną kostkę, dodać do pasty. Wsypać czarnuszkę. Wszystkie składniki wymieszać, doprawiając solą i pieprzem. 

przepis autorski

 

Ciacha kasztanowe

Uwielbiam smak kasztanów, a mój starszy syn uwielbia te ciastka 😀 Mówi, że są najlepsze na świecie  Zaskoczył mnie tym bardzo, bo on z typu tych raczej nieskorych do jedzeniowych nowinek, a tu władowałam mąkę kasztanową, o której nie wiedział nawet, że taka istnieje, no i olej kokosowy, którego podobno nie lubi. Spodziewałam się raczej samotnej konsumpcji … Stąd oniemiałam, gdy wpadł w totalny zachwyt po pierwszym gryzie .. Ciacha powstały na bazie innych przepisów ze strony na ciastka kruche i maślane, a intencją było połączenie tych dwóch idealnie do siebie pasujących moim zdaniem smaków: kasztanowego i kokosowego i zatrzymanie ich na dłużej razem 😉 To był bardzo udany eksperyment, a przepis po kilku próbach wyważenia doskonałych proporcji składników (zdjęcie prezentuje ciacha po pierwszym wykonaniu), na stałe i w jeszcze lepszym wizualnym efekcie  zawitał do naszego menu. A ja cóż? … już przywykłam do chronicznego pytania „Mamo, mamy mąkę kasztanową?” …

IMG_0163

Składniki:

125 g mąki kasztanowej

50 g naturalnego sproszkowanego kakao

70 g mąki ziemniaczanej

100 g  nierafinowanego oleju kokosowego

2 jajka od szczęśliwej kury

125 g nierafinowanego cukru pudru

1 łyżeczka ekstraktu waniliowego

szczypta drobnej soli

Mieszamy ze sobą w dużej misce wszystkie suche składniki. Dodajemy do nich olej i siekamy nożem. Wbijamy jajko. Wyrabiamy ręcznie ciasto aż do wchłonięcia mąki. Wkładamy je na pół godziny do lodówki, żeby się schłodziło. Piekarnik nagrzewamy do 160 stopni C na programie góra/dół i przygotowujemy blaszkę wyłożoną papierem. Toczymy kulki wielkości orzecha włoskiego i rozpłaszczamy je na papierze. Pieczemy ciasteczka około 15 – 20 minut.

IMG_0170

przepis autorski

Wegański smalczyk z gruszkami i koperkiem

Składniki:

1,5 szklanki ugotowanej białej fasoli

1 duża cebula

2 gruszki

1/4 szklanki wody

1 liść laurowy

1 ziele angielskie

1 ziarno jałowca

1 łyżka nierafinowanego oleju kokosowego

sól i pieprz do smaku

garść posiekanego, świeżego koperku

Sposób przygotowania:

Cebulę i gruszki obrać i pokroić w drobną kostkę, zesmażyć na rozgrzanym oleju razem z przyprawami aż do uzyskania złotego koloru, ostudzić. Fasolę z dodaną wodą zblendować  na gładko. Następnie wyjąć całe przyprawy ze smażonki, a cebulę z gruszkami dołożyć do fasoli i krótko już tylko potraktować blenderem, jedynie do połączenia składników (tak, aby pozostały w niej wyczuwalne kawałki cebuli i gruszek). Smalczyk doprawić solą i pieprzem. Dosypać koperek i wymieszać. Odstawić do przegryzienia. Przechowywać w lodówce.

kompozycja własna na podstawie przepisu na  smalec jabłuszkowy

Chleb z niepalonej kaszy gryczanej

Odkąd tylko w listopadzie 2015 pojawił się w internecie przepis Weroniki Madejskiej na „chleb doskonały” wiedziałam, że czeka mnie podjęcie wyzwania. Byłam już wówczas od roku na diecie bezglutenowej i moje poszukiwania naprawdę dobrej receptury na pieczywo gluten free przygotowywane w domowych warunkach, bez sklepowych mieszanek z chemicznymi dodatkami i bez skomplikowanych receptur, nie należały niestety do zbyt owocnych. Podejmowane próby kończyły się różnymi efektami. Właściwie jedyną recepturą, której ufałam i miałam ją zamieszczoną wówczas na blogu był przepis na gryczane bułeczki z czarnuszką i czarnym sezamem oraz testowany intensywnie wówczas przepis na chleb ziemniaczany (który na wiosnę pojawił się później na stronie). Dlatego „chleb doskonały” obudził we mnie wielkie nadzieje. Zachwycił mnie prostotą składu, brakiem mąki, piekarskich drożdży i tym, że się prawie sam miał robić 🙂 . Przepis zaczął krążyć po stronach i grupach oraz forach z różnymi modyfikacjami. Niestety wielokrotnie spotykałam się z komentarzami, z których wynikało, że nie jest to chleb, który zawsze wychodzi, że zakalec, że nie rośnie, że się zapada, itd itp. Postanowiłam więc sama trochę go popiec, poczytać, podoświadczać i od wakacji zmierzyć się z tematem. Dziś serwuję Wam efekt. Zaznaczyłam to, co moim zdaniem jest istotne, aby ten chleb był udany. Dalej będę go piekła, być może i nastąpią jakieś kolejne modyfikacje, ale myślę, że ta receptura na teraz jest całkiem ok (w planach mam np. test z całkowitym zblendowaniem kaszy do wyrośnięcia). Jakbyście mieli jakieś kłopoty z przepisem, skrobcie w komentarzach. Będziemy radzić i dzielić się doświadczeniem 🙂 

 Składniki:

1/2 kg świeżej, niepalonej kaszy gryczanej tzw. białej (używam ekologicznej)

700 ml dobrej jakości chłodnej wody (przefiltrowanej, źródlanej, nisko zmineralizowanej bez gazu)

2 – 3 płaskie łyżeczki drobnej soli himalajskiej

masło klarowane do natłuszczenia blaszki lub brązowy papier silikonowany do pieczenia

Proponowane dodatki do chleba:

czarnuszka

słonecznik

zioła prowansalskie

mak

kminek

czosnek niedźwiedzi

orzechy

suszone śliwki lub żurawina, wiśnie

Minimalny całkowity czas potrzebny na przygotowanie chleba to około 1,5 doby.  

Sposób przygotowania:

Dzień I (wieczorem)

Kaszę przepłucz krótko na sicie pod zimną, bieżącą wodą; przełóż do miski (szklana, ceramiczna, gliniany garnek, nie plastik) i zalej odmierzoną wodą. Odstaw na noc bez przykrycia (kasza powinna mieć dostęp powietrza) w miejsce o w miarę stabilnej temperaturze powietrza (około 25 – 30ºC to najlepsza temperatura do efektywnego działania dzikich drożdży), minimum na 8 godzin (nie chowaj przypadkiem do lodówki! ). Przez ten czas ziarna napęcznieją, staną się lepkie, kasza będzie odrobinę się ciągnąć a na wierzchu prawdopodobnie utworzy się pianka.

Dzień II

Rano przemieszaj zawartość miski. Ziarna powinny znajdować się cały czas pod cienką warstwą wody. Jeśli tak nie jest, uzupełnij wodę wchłoniętą przez kaszę tzn. dolej jej tyle, aby ponad kaszą znajdowała się około 1/2 centymetrowa ilość płynu. Odstaw na cały dzień.

Może się zdarzyć, że w trakcie całego procesu, szczególnie w upalne dni i przy dobrej jakości kaszy, ziarenka zaczną nam kiełkować. To bardzo pożądane zjawisko, które jeszcze zwiększa walory zdrowotne naszego chlebka, sprawia że będzie łatwiej strawny, wzrośnie w nim zawartość witamin i minerałów 

Wieczorem najpierw sprawdź poziom wody. Jeżeli na wierzchu unosi się sporo płynu, odlej jego nadmiar (ilość wody powinna być na równi z kaszą). Klejącą kaszę zblenduj na pół gładko (pożądana konsystencja to taka przypominająca mocno gęsty budyń; możesz też odłożyć gdzieś 1/3 masy, zblendować dość mocno pozostałe 2/3, a potem ponownie połączyć obie części masy). Dodaj sól, ewentualne dodatki i wymieszaj. Przełóż do małej keksówki (u mnie o długości 24 cm) wyłożonej papierem do pieczenia albo dość grubo natłuszczonej masłem na całej powierzchni dna i boków (w tym przypadku możesz dodatkowo oprószyć blaszkę bezglutenową mąką czy płatkami). Ponownie odstaw ciasto na całą noc. Do rana chlebek powinien delikatnie przyrosnąć. Od razu uprzedzam: ciasto raczej przyrasta dość słabo, nie spodziewaj się więc jakichś spektakularnych efektów, jak np. w przypadku typowych ciast na drożdżach piekarskich.

Dzień III (rano)

Chleb umieść w zimnym piekarniku i nastaw program góra/dół oraz temperatura 200ºC. Piecz około 50 – 60 minut, odmierzając od momentu włączenia. Po tym czasie sprawdź patyczkiem na środku stan dopieczenia (po wyjęciu patyk powinien być suchy, jeśli nie należy czas przedłużyć i sprawdzić ponownie za jakieś  5 – 10 minut, czy chlebek się dopiekł). Na wierzchu pojawi się lekko pęknięta, dość twarda i chrupiąca skórka. Wyjmij chlebek z formy i wystudź na kratce. Dobrze upieczony chleb powinien wydawać głuchy dźwięk, jak się go postuka od spodu. Krój dopiero zimny.

Trwałość chleba wynosi 3 – 4 dni. Można go zamrozić.

W okresie upałów dobrze jest przechowywać chlebek w lodówce.

Uwagi:  Nie polecam skracania czasu przygotowania chleba z wyjątkiem okresu o bardzo wysokich temperaturach otoczenia  (gorące lato). Chlebkowi ogólnie służy wydłużenie proponowanego czasu, dotyczy to szczególnie samego wyrastania po zblendowaniu oraz chłodnych miesięcy zimowych.

Źródło przepisu:  Natchniona